Jak zaczęłam robić zdjęcia? | Poznajmy się! #1

Cześć!

Pomyślałam, że oprócz tego, co możecie przeczytać na stronie O mnie, dobrze byłoby powiedzieć Wam o sobie coś więcej. W końcu, być może, spędzimy razem trochę czasu podczas sesji czy reportażu 🙂 A uwierzcie mi – z własnego doświadczenia wiem, że im luźniejsza atmosfera pomiędzy nami, tym lepsze wyjdą zdjęcia. Doskonałym tematem na początek naszej znajomości jest historia o tym, jak zaczęłam robić zdjęcia.

No więc, jak zaczęłam robić zdjęcia?

Mam wrażenie, że te ostatnie lata mojej przygody z aparatem to tylko część historii. Wszystko zaczęło się dużo wcześniej,  od obsesyjnego wręcz malowania już w wieku przedszkolnym. Uwielbiałam szkicować, rysować i malować. Zużywałam naprawdę masę papieru i pamiętam, że nie lubiłam rysować na odwrotach zadrukowanych kartek czy na szarym papierze. Pociągała mnie czysta biel, to, że już od samego początku tylko ja decyduję o tym, co znajdzie się na cennym kawałku czystego materiału. Rysowanie postaci z bajek, a później krajobrazów i wymyślonych postaci z tzw. wymiaru fantasy, przenosiło mnie do innego świata. Mogłam narysować to, co chciałam. Znikały granice, istniejące co prawda w świecie rzeczywistym, ale nie w mojej wyobraźni i na kartce papieru.

Oprócz poczciwej, szkolnej plastyki, nigdy nie chodziłam na żadne zorganizowane zajęcia artystyczne. Pamiętam, że jeden jedyny raz mama zaprowadziła mnie do osiedlowego centrum kultury na kółko plastyczne. Kiedy pani prowadząca stanęła za moimi plecami i zaczęła malować po moim rysunku, „ulepszając” go po swojemu, zdecydowałam, że to nie miejsce dla mnie.

Przygoda z rysunkiem trwała do momentu, w którym w moim życiu pojawił się sport. Może nie wyglądam na sportowca, ale przez wiele lat trenowałam wyczynowo pływanie. Ze wszystkimi jego konsekwencjami: brakiem czasu, spędzaniem ogromnej ilości godzin w wodzie oraz, niestety, odrzuceniem artystycznej pasji. Myślałam, że skoro nie uczę się w szkole plastycznej, i nie mogę być w rysowaniu najlepsza, to nie ma sensu w ogóle się tym zajmować.

Jednak ten, kto nosi w sobie prawdziwą pasję, ten wie, że ona zawsze da o sobie znać. Tak było też w moim przypadku. Chęć tworzenia wracała do mnie raz za razem. Interesowała mnie sztuka, z zazdrością słuchałam historii o ludziach, żyjących np. z rękodzieła.

Fotograficzne początki

Pod koniec szkoły średniej dostałam od rodziców lustrzankę. Zupełnie amatorski Nikon z kitowym obiektywem przez lata był używany w trybie automatycznym, bez żadnej głębszej refleksji. Nie pamiętam, co konkretnie skłoniło mnie do tego, żeby zrozumieć działanie aparatu, być w stanie swobodnie korzystać z jego wszystkich przycisków i pokręteł. Po informacje poszłam do… biblioteki, mieszkając już w Krakowie i będąc na pierwszym roku studiów. I wtedy fotograficzna machina ruszyła. Poczułam, że znalazłam swoją drogę. Jedna za drugą czytałam książki o fotografii, chodziłam na spacery i wydarzenia kulturalne z aparatem na szyi, aby w praktyce wykorzystywać wiedzę, którą wcześniej zdobyłam z książek. Kiedy technicznie wiedziałam już co i jak, zaczęło się poszukiwanie siebie w różnych dziedzinach fotografii. Początkowo bliski był mi krajobraz, potem jednak zakochałam się w fotografowaniu ludzi. Stąd zajmuję się dzisiaj właśnie reportażem i fotografią portretową.

Zosia Samosia

Mam za sobą warsztaty i kursy fotograficzne, jednak większość z nich, przy moim poziomie zaangażowania w fotografię na 120%, nie była specjalnie przydatna. Jestem typem Zosi Samosi, której najlepiej uczy się samej i taką drogę poleciłabym na początek każdej osobie, naprawdę zainteresowanej fotografią. Mam też za sobą wygrane konkursy fotograficzne i udział w kilku zbiorowych wystawach. Przez lata moja sprzętowa kolekcja znacząco urosła, skutecznie zabierając coraz więcej miejsca w mieszkaniu.

Od kilku lat wracam też do malowania i rysowania. Interesuję się rękodziełem, jubilerstwem, sama wykonuję bukiety czy ozdoby na święta. Ciągnie mnie wszędzie tam, gdzie można zrobić coś przy pomocy własnych rąk i wyobraźni. Oglądanie sztuki i twórczości innych osób (niekoniecznie, a wręcz rzadko fotografów), stanowi dla mnie ogromną inspirację w mojej własnej pracy z aparatem.

Z perspektywy lat widzę, że bycie fotografką jest dla mnie najbardziej naturalną rzeczą na świecie.

Uwielbiam spotykać się z Wami, rozmawiać o zdjęciach i planach ślubno-weselnych, a potem być w sercu wydarzeń i zapisywać te ulotne, magiczne chwile dzięki temu wszystkiemu, czego się nauczyłam przez lata. Ekscytuje mnie zgrywanie zdjęć i ich widok na dużym ekranie po raz pierwszy. Ba! Ja lubię nawet obróbkę z kubkiem ciepłej herbaty lub kawy, kiedy dzięki kilku kliknięciom wywołuję zdjęcia, wydobywając z nich całą magię.

A Wy? Jaka jest Wasza droga, czym się zajmujecie, co sprawia że jesteście szczęśliwi?

Podzielcie się tym ze mną w komentarzu lub wiadomości prywatnej na moim Instagramie lub Facebooku. Z chęcią Was poznam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *